Cichy dywersant – cz 3/3

Człowiek potrafi nabyć przez życie wiele kotwic hamujących / uniemożliwiających rozwój. Mimo że przeczytałem wiele książek, przesłuchałem pare audiobooków, uczestniczyłem w kilku szkoleniach na temat samorozwoju nadal miałem wrażenie niepewności. Tutaj musiałem stanąć twarzą w twarz z samym sobą.

Takim punktem przełomowym było dla mnie pytanie kolegi czy wierzę w siebie. Nieśmiale odpowiedziałem że tak, wszystko jest w drodze z tym że …. Halo halo. Tutaj nie ma miesca na rozbierzności / niejasności czy nieścisłości. W końcu i z tym sobie poradziłem. Chodziło o moje wyobrażenie pracodawcy (patrzyłem tylko na duże korporacje) i typ pracy. Jako że jestem aktywnym człowiekiem, moją domeną jest ruch i czucie fizyczne. W dużych firmach raczej zasiadałbym w biurze i kisił się jak ogór w słoiku przy biurku. Czyli byłby odgrzewany kotlet w nowej panierce. A tego nie chciałem. Wyszło na to, że praca w terenie jest dla mnie wyzwaniem i radością. I tak oto po jakimś czasie znalazłem przez polecenie niewielką firmę z potrzebą inżyniera projektu / serwisu. Powiedziałem sobie w duchu, że taka opcję trzeba przetestować. Sprawdzę przy tym trafność wyboru a za razem zbliże się do ideału. Wysłałem CV, potem miałem już 2 rozmowy. Teraz już tylko zostało dogrywanie szegułów.

Podsumowując: Świadomość potrzeb to podstawa, następne jest przyzwolenie i przygotowanie do zmian. Ostani etap to działanie/realizacja. Koło musi się zamknąć.
Czy ktoś z was miał podobną sytuację? Podzielcie się tym w komentarzu.

Pozdrawiam

Sebastian

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *