Nieokreślony dyskomfort – cz.1

Od ośmiu lat żyję w paru milionowej metropolii. Wydawało by się, że wszystko idzie do przodu.  Jest praca, dom i rodzina. Mimo względnej stateczności, miałem od czasu do czasu napływy bliżej nieokreślonego dyskomfortu. Czegoś mi brakowało. Zacząłem szukać przyczyny. 

Przeprowadzka do bardzo dużego miasta była podyktowana pogonią za pracą i miłością. Nowe perspektywy były obiecujące i wysoko prawdopodobne w porównaniu do mojego rodzinnego 61 tysięcznego gniazda. Na studiach miałem już zaprawę w samodzielnym życiu i mieszkaniu w bardziej zaludnionym miejscu. Udało się. Miałem coraz to pewniejszą pracę i lepsze zarobki. Po dwóch latach od przenosin założyłem rodzinę. Praca i dom, samo w sobie nadaje kształt programu dnia, tygodnia, życia. Taki jednostajny rytm szybko zapędza w szarawość.  Starałem urozmaicać sobie czas poprzez dodatkowe zajęcia: aktywność fizyczna, wypady do kina, spotkania z znajomymi itp. Raz było tego mniej, raz więcej, ale zawsze. To trzymało mnie w strefie komfortu. 

Ostatnimi czasami, mimo względnej różnorodności, ponownie nie czułem się dobrze. Troszkę musiało czasu zlecieć bym podjął właściwy trop. Chodziło tym razem o obcowanie z naturą. Moje rodzinne miasto Ełk jest położone na Warmii i Mazurach. Dookoła lasy, łąki, rzeki, jeziora. Stamtąd też było to dla mnie naturalnym elementem. W metropolii jest to ograniczone do parków, a w mojej okolicy do parków zabaw dla dzieci z niewielką ilością drzew. Jedyne punkty, gdzie mogę wyjść z synem z domu.  Nie są to miejsca na spacer czy aktywny wypoczynek. Zamknięty w 4 ścianach w pracy, a po pracy w domu. Brakuje mi przestrzeni. W weekendy zostaje możliwość wyjazdu autem na łono natury.  Oczywiście cieszę się przy takiej okazji i korzystam, gdy to jest możliwe. Kolejnym aspektem jest panujące teraz gorąco. W domu nie daję rady ochłonąć, mimo otwartych okien. Nie czuję powiewu wiatru, nie słyszę szumiących liści. Zdesperowany wziąłem pewnego razu matę i poszedłem wieczorem do najbardziej zadrzewionego parku. Wystarczyło pół godziny by odetchnąć z pełną ulgą.  

Leżąc na trawie, przeszło mi przez myśl pojęcie potrzeb i piramidy Masłowa. Wszystko nabrało sensu. Niektóre potrzeby zostały spełniane, a kolejne zaczęły dopominać się o sobie, gdy te pierwsze zeszły z ekranu. I tak cyklicznie. Pozostało mi przemyśleć mój rozkład zajęć, by mieć zbalansowane fizycznie i mentalnie życie.  Co wy o tym sądzicie? 

Pozdrawiam, 

Sebastian.F 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *