Nieokreślony dyskomfort – cz.2 ciało

Ciało jest maszyną. W zależności od jej stanu, mamy więcej lub mniej witalności. Wydawało by się, że wystarczy zapewnić pewne elementy i wszystko będzie cacy. Myliłem się.

Na co dzień dbam o takie strefy jak: odżywianie, sen, regeneracja, wzmacnianie. Ze względu na moją wysoką przemianę materii muszę jeść bardziej kalorycznie i częściej, by nie odczuwać głodu. Ważna jest ilość a także jakość. Na chipsach daleko się nie pojedzie. Gdy mam twardy sen czuję się rześko z rana i mam ochotę do działania. W przypadku jakiś zakłuceń (hałasy, zmatwienia, twarde łoże itp.) jadę na pół gwizdka kolejnego dnia. W miarę możliwości dbam o systematyczne ćwiczenia fizyczne, rozciąganie, spacer, jazda na rowerze, basen, cokolwiek aby codziennie było. Ciało pozbywa się zbędnych naprężeń, jest zwarte i mniej podatne na zmęczenie.

Każdy z tych (i nie wymienionych) elementów dopomina się o siebie. Ze względu na ramy czasowe i poszczególne wydarzenia dnia, wszystkiego nie dam rady zawrzeć w swoim harmonogramie, w opdowiedniej ilości. Muszę dokonać wyboru co ma większy priorytet i znaczenie na chwilę obecną. Reszta idze w odstawkę. To daje pole dla zaniedbań i może wyjść gdzieś bokiem.

Czy jest jakiś doskonały plan? Nie szkodzić sobie. Na pewno mniej stresu. Konieczny jest czas dla siebie. Dla medytacji, wyciszenia, czy zwykłego leniuchowania. Chwilowa odskocznia zregeneruje co pozwoli na zastanowienie czy czegoś nie brakuje. Czy wszystko gra. Z czasem nieświadomie zmieniają się nasze potrzeby (ich poziom) i należy zadbać o powiew świeżości.

Pozdrawiam,

Sebastian.F

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *